Skuteczny Adwokat
-
PRZEGLĄD MEDIÓW
-
05 lutego 2012
Za krótka droga do sędziowania?
Chaotyczność zmian wprowadzanych w ustroju sądów powszechnych oraz szkodliwe skrócenie obowiązującej niegdyś wydłużonej ścieżki dochodzenia do zawodu sędziego – to zdaniem Janusza Niemcewicza, były wiceprezes Trybunału Konstytucyjnego i były wiceminister sprawiedliwości głównego bolączki naszego sądownictwa.
W nader interesującym wywiadzie na łamach „Obserwatora Finansowego" Niemcewicz (obecnie członek Państwowej Komisji Wyborczej) skrytykował ilość ponad 40 nowelizacji, jakim poddano w ostatniej dekadzie ustawę o ustroju sądów powszechnych. „Nie dość, że zmian dokonywano średnio raz na kwartał, to prowadziły one w różne strony, raz tu, raz tam, a potem jeszcze gdzieś indziej... Największą bolączką sądownictwa jest zatem brak koncepcji. Nie pozbyliśmy się sędziów małolatów...” – uważa Niemcewicz.
Chodzi o kwestię odrzucenia w ustawie z 2001 roku ówczesnej wizji dochodzenia prawników do urzędu sędziego: „Przedtem najpierw były studia, potem aplikacja sędziowska, asesura i wreszcie toga sędziowska. Asesor to nie był jeszcze sędzia, ale już mógł wydawać wyroki. Asesura trwała kilka lat, a sędzią można było zostać po ukończeniu 26 lat. Teraz próg ten wynosi 29 lat, a w naszej propozycji było to 35 lat” – podkreśla Niemcewicz.
Fundamentalna miała być nadal zasada, że sędzią zostaje się wyłącznie po uzyskaniu odpowiedniego doświadczenia w innym, zawodzie prawniczym tzn. w adwokaturze, radcostwie prawnym, prokuraturze, notariacie, prokuratorii generalnej. „Przewidywaliśmy, że minimalny staż w tymże wysoko kwalifikowanym zawodzie prawniczym przed ewentualnym mianowaniem na sędziego sądu rejonowego wynosiłby 3 lata, dla potencjalnego sędziego sądu okręgowego 8 lat, a dla sędziego sądu apelacyjnego 10 lat. (...) Co roku odchodzi z czynnego uprawiania zawodu od 50 do 150 sędziów. Nie sądzę, aby wśród dziesiątków tysięcy doświadczonych prawników nie można było znaleźć około setki osób rocznie, nadających się na urząd sędziego. Nieprawdą jest też, że do sądów przechodziliby tylko adwokaci czy radcowie "nieudacznicy". Kandydatów ocenialiby przecież sędziowie, którzy doskonale znają wartość występujących przed nimi prawników” - Niemcewicz odparowuje zarzuty, że takie rozwiązania spowodowałyby luki kadrowe w branży.
Kwestia braku doświadczenia sędziów jest faktycznie odczuwalna przez uczestników postępowań i samych zainteresowanych. Młodzi sędziowie niekiedy wręcz „grzęzną” w wydziałach kojarzonych z mniejszą odpowiedzialnością, ostatecznie popadając w rutynę i nieposzerzając swej wiedzy i umiejętności. Trudno jest też tak o wyrobienie autorytetu, jak i przekonanie stron, że dany sędzia faktycznie dojrzał do oceniania złożonych niekiedy racji prawnych i życiowych.
Co gorsza – obowiązujący trend służyć ma raczej dalszemu upraszczaniu dostępu do zawodu sędziego, wiążąc go jedynie z kwestią teoretycznego wykształcenia, w pewnym oderwaniu od pewnej praktyki związanej z funkcjonowaniem innych branż prawniczych.
TAK
-
Komentarz
-
Komentarze (0)







na Facebooku