Skuteczny Adwokat
-
WIADOMOŚCI
-
02 październik 2010
Unia się kończy?

W ostatnich tygodniach kilkanaście krajów Unii Europejskiej stało się widownią ostrych wystąpień pracowniczych. Protesty dotyczą nadmiernie restrykcyjnej polityki budżetowej rządów, manifestanci wzywają do ochrony krajowych rynków pracy. Co ciekawe, do świadomości mieszkańców zjednoczonej Europy powoli przebija się pogląd, że ich sprzeciw winno budzić nie tylko samo przerzucanie skutków globalnego kryzysu na najbardziej potrzebujących – ale rozwiązania leżące u samych podstaw wspólnego rynku. Słowem – że zgadzając się z samą ideą zintegrowania kontynentu – w rzeczywistości i mimowolnie występują przeciw Unii Europejskiej w obecnym kształcie, przynajmniej ekonomicznym.
Europa płonie
Spójrzmy pokrótce na mapę protestującej Europy. Dla przykładu, 29 września, w międzynarodowym dniu walki z antyspołeczną polityką rządów w Hiszpanii strajkowało 10 milionów ludzi. Zakłócono transport lotniczy i kolejowy, doszło do starć z policją i siłowego zamykania nie biorących udziału w proteście sklepów i barów. W sercu Unii - Brukseli w demonstracji pod siedzibą Parlamentu Europejskiego wzięło udział ponad 100 tysięcy ludzi, w tym pracownicy z całej Europy, m.in. z Polski. W Wielkiej Brytanii, (pomimo decyzji największej centrali związkowej TUC, która kunktatorsko wezwała do powstrzymaniu się od udziału akcji) - na ulice wyszło w różnych miastach łącznie kilkanaście tysięcy związkowców. Strajkowano w Grecji, Portugalii, Irlandii, Słowenii i na Litwie. W Dublinie związkowcy... wjechali betoniarką w wejście do irlandzkiego parlamentu, protestując w ten sposób przeciwko kosztowanemu ratowaniu banków z pieniędzy podatników.
Rządy zaciskają pasa
Warto jednak spojrzeć na drugą stronę medalu. Budzący tak gorące protesty program oszczędnościowy brytyjskiego rządu zaczął się od (ogłoszonych już w pierwszych dniach po powołaniu prawicowego gabinetu konserwatywno-liberalnego) doraźnych cięć w wysokości 6 mld funtów. Niespełna miesiąc później, w projekcie budżetu na kolejny rok i planach na następne cztery lata rząd zaproponował łączne oszczędności w wysokości 110 mld funtów - w 77 proc. sfinansowane cięciem wydatków, a tylko w jednej czwartej podwyżkami podatków. Wydatki resortów mają być zmniejszone średnio o 25 proc. W cztery lata finanse Wielkiej Brytanii powinny wrócić do równowagi, niwelując deficyt z 10 do 2 proc. - zapewniają liberalni ekonomiści.
Związkom nie podoba się kierunek zmian – jednak nie kwestionują samego dramatyzmu sytuacji ekonomicznej, domagając się jedynie większego obciążenia klas posiadających i sektora bankowego – słusznie obciążanego odpowiedzialnością za rozdęcie banki spekulacyjnej. Ważne jednak, że obie strony zgadzają się odnośnie potrzeby zmiany kursu.
Polski optymizm, czy ślepota?
Tymczasem w Polsce, w sytuacji zagrożenia budżetu deficytem, który realnie już przekroczył 55 procent (co jest skrupulatnie ukrywane przez rząd drogą księgowych sztuczek) – minister Jan Jacek Vincent Rostowski nie widzi żadnej potrzeby jakichkolwiek reform...
Wbrew propagandzie sukcesu ekipy PO-PSL, Polska staje u progu głębokiej zapaści podobnej do amerykańskiej (która zaczęła kryzys). Rośnie bowiem liczba złych kredytów, co zaczyna budzić coraz większą panikę wśród bankowców. Jak podaje „Puls Biznesu”, od stycznia do końca czerwca wartość kredytów straconych i spłacanych z opóźnieniem wyniosła aż 5 mld zł. Większość z nich (4,1 mld zł) to szybkie pożyczki, gotówka, karty kredytowe, rzadziej kredyty ratalne. Na niespłacone kredyty hipoteczne banki przygotowały 0,5 mld zł rezerw, a 0,4-0,5 mld zł przypada na różne kredyty dla osób fizycznych prowadzących działalność gospodarczą oraz mikrofirm, zatrudniających do 9 pracowników. Pęknięcie bańki bankowej i związane z nim nieuchronne podrożenie kredytów będzie miało fatalne skutki dla przedsiębiorców, co z kolei doprowadzi do wzrostu bezrobocia i dramatycznych efektów socjalnych. Na ich likwidację – zabraknie zaś środków, których nie będą płacić zwijający interesy biznesmeni. I tak koło się zamknie.
Unia głęboko podzielona
Pogłębienie kryzysu w Polsce, przy jednoczesnych próbach realizacji planów naprawczych w „starej Unii” stworzy sytuację, w której nie będzie już Europy „dwóch prędkości”, tylko „Europa dwóch kierunków” - rozwojowego i wstecznego. Dotychczas inercja i regres polskiej gospodarki były niwelowane przez ewakuowanie się części czynnych zawodowo naszych rodaków na inne rynki pracy oraz lepsze-gorsze, ale jednak absorbowanie tzw. Środków unijnych. Obie te opcje już wkrótce staną się jednak niedostępne.
Manifestacje takie jak w Danii świadczą, że zachodnioeuropejscy pracownicy mają świadomość nieuczciwych praktyk stosowanych przez tamtejsze firmy zatrudniające m.in. Polaków i będą coraz bardziej zdecydowanie z nimi walczyć. Wprowadzenie praktyk ochrony rynku pracy jest jednym z głównych postulatów manifestantów pomimo, iż kwestionuje on jeden z fundamentów UE.
Niezależnie od tego, czy w sporze tym zwycięży jedność europejska, czy partykularyzm gospodarczy poszczególnych krajów – i tak ofiarami tego zwycięstwa będą zapewne polski hydraulik i budowlaniec. Również w kraju nie dają większych nadziei na utrzymanie koniunktury ani niska absorpcja środków unijnych, ani fakt fizycznego wyczerpywania dostępnych funduszy. W połączeniu z nadchodzącym końcem okresu programowania, rokiem 2012 - oznacza to, że jednostronna miłość Polaków do UE – może doznać poważnego uszczerbku.
Unia podzielona, Unia dotknięta wspólnym kryzysem, ale niepotrafiąca wypracować i zrealizować jednolitej strategii walki z nim, Unia skłócony państw i narodów – może nie przetrwać. Byłoby szyderczym rechotem historii, gdyby to właśnie bierność, ignorancja i arogancją polskich decydentów stały się kamieniem nagrobnym Wspólnoty. Tym bardziej, że równolegle nader grobowo wygląda sytuacja socjalno-ekonomiczna naszego kraju, w którym dysproporcje społeczne rosną wraz z poczuciem samozadowolenia rządzących.
Konrad Rękas
-
Komentarz
-
Komentarze (1)
-
admin- Nie lubię nowych podatków, w ogóle nie lubię podatków, ale w sprawie nowego obciążenia fiskalnego dla banków mam mieszane uczucia – stwierdził poseł Janusz Palikot, szef sejmowej Komisji Przyjazne Państwo.
Pełna treść artykułu dostępna jest tutaj
Data dodania: 2010-09-01 00:06:40
PRZYPOMNIENIE HASŁA
Znajdź i oceń
Artykuły Specjalne
Prawnicy Miesiąca
-
Mariusz Kędzierski
Notariusz
Przeczytaj
-
Michał Bukowiński
Mecenas
Przeczytaj
-
Krystyna Buchlińska
Notariusz
Przeczytaj
-
Luiza Cierpioł
Radca prawny
Przeczytaj
-
Adam Pietrak
Komornik
Przeczytaj
-
Grzegorz Tyniec
Mecenas
Przeczytaj
-
Aleksander Pociej
Mecenas
Przeczytaj
-
Karolina Komarnicka-Boberska
Radca prawny
Przeczytaj
-
Leszek Ciepliński
Radca prawny
Przeczytaj
-
Artur Rozwadowski
Mecenas
Przeczytaj
-
Łukasz Kreft
Mecenas
Przeczytaj
-
Tomasz Wiśniewski
Komornik
Przeczytaj
-
Rafał Fronczek
Komornik
Przeczytaj
-
Marcin Durka
Mecenas
Przeczytaj
-
Borys Boczkowski
Radca prawny
Przeczytaj
-
Galia Ginelli
Radca prawny
Przeczytaj




na Facebooku