Skuteczny Adwokat
-
WIADOMOŚCI
-
11 lipiec 2010
Gorzej mieć długi

Słowa Jarosława Kaczyńskiego chwalącego patriotyzm Edwarda Gierka zostały odebrane jako koniunkturalna próba pozyskania elektoratu lewicowego. Tymczasem prosta analiza ekonomiczna wskazuje, że mit „zmarnotrawionych gierkowskich długów” jest tylko prostą sztuczką propagandową.
„Nie ma masła, ni cukierka - to jest wina wujka Gierka! Nie ma chleba, nie ma mięsa – jest tu winien Lech Wałęsa!” - ta stara wyliczanka przypomina się po wysłuchaniu triumfalnej (?) informacji Ministerstwa Finansów, że ciągle jeszcze spłacamy zadłużenie pozostałe po „poprzedniej epoce”. W domyśle ma to zapewne oznaczać powrót do mantry z lat 90-tych, wedle której której każde działanie „reformatorów” solidarnościowych było z definicji lepsze od jakichkolwiek „pozostałości komuny”.
Tymczasem legendarne „długi Gierka”, zamienione przecież w zniszczone i wyprzedane w ostatnich latach zakłady przemysłowe - okazują się niczym wobec zobowiązań, do których doprowadzili włodarze III RP, fundując nam przy okazji bezrobocie i gospodarkę bezbronną wobec nacierającej recesji. Świadomość społeczna na ten temat jest jednak ciągle niewielka.
Czas modernizacji
Pod koniec dekady Edwarda Gierka zadłużenia wynosiło 28 mld dolarów. Po okresie nieco siermiężnej, ale stabilnej gomułkowskiej „małej stabilizacji”, w latach 70-tych władze partyjno-rządowe zdecydowały się na podniesienie konsumpcji społeczeństwa, przy jednoczesnym zwiększeniu poziomu inwestycji. Wbrew mylnej propagandzie odbywały się one nie tylko w przemyśle ciężkim i wydobywczym (choć akurat rozwój tych dziedzin w warunkach polskich był jak najbardziej racjonalny, jako podstawa industrializacji jako takiej oraz źródło pozyskiwania dewiz dzięki exportowi, zwłaszcza węgla, ale także np. stali wyższej jakości). Z Zachodu pozyskiwano nowe technologie. Modernizacja dotyczyła także rolnictwa, wprowadzając m.in. nowoczesne nasiennictwo, kontynuując melioracje, umożliwiając mechanizację. Do dziś zresztą czas ten na polskiej wsi wspominany jest jako okres prosperity.
Wykorzystać kryzys
Problemem gospodarki planowo-nakazowej pozostawały jej oczywiste słabości – niska wydajność pracy, duża energochłonność, mała elastyczność. Przede wszystkim jednak partia i rząd stanęły przed nierozwiązywalnym dylematem – czy chronić spokój społeczny, utrzymując poziom cen poniżej opłacalności ekonomicznej, czy nawet realnych kosztów wytworzenia, a ryzykując to, co w końcu nastąpiło – czyli puste półki; czy też urealnić stosunki ceny-płace, wywołując jednak protesty, wykorzystywane cynicznie przez ówczesną opozycję? Jak wiadomo rząd Jaroszewicza w 1976r. popełnił zasadniczy błąd najpierw decydując się na rozwiązanie drugie, by potem się z niego wycofać i wybrać rozwiązanie pierwsze. W efekcie wzmocniono grupkę wyrzuconych niegdyś z partii marksistowskich (trockistowskich) rewizjonistów (jak Jacek Kuroń), wspartych przez grupkę naiwniaków i pogodnych lewicowców, którzy zaczęli agitować wśród robotników, jako ich rzekomi obrońcy z KOR-u. Kolejny gabinet, Edwarda Babiucha decydując się na nieuchronne już podwyżki w 1980r. dał tej grupie wygodny pretekst, dzięki czemu uzyskała ona niewspółmiernie duży wpływ na oddolny ruch „Solidarności”. Ekipę Gierka zarówno opozycja, jak i partyjni następcy odsądzili od czci i wiary, spadły na nią sankcje dyscyplinarne, a przy okazji wprowadzenia stanu wojennego także internowanie. Tymczasem w późniejszych latach wszystkie kolejne rządy orientowały się, że zarządzanie gospodarką wcale nie jest takie proste, jak się krytykom Gierka wydawało.
Niedoszły wariant chiński
W latach 80-tych zadłużenie Polski wzrosło do ponad 40 miliardów dolarów, co było głównie efektem niespłacania odsetek od kredytów przez kolejne rządy. Nie miały one zresztą na to większych szans, m.in. wskutek ostrych sankcji ekonomicznych nałożonych przez rządy zachodnie i blokady finansowej. Mimo niby-marksistowskiego sztafażu ekonomia PRL nie różniła się od „normalnej” pod tym względem, że państwo funkcjonuje w stanie permanentnego zadłużenia, spłacając jedne zobowiązania dzięki zaciąganiu kolejnych. Pozbawione możliwości pozyskiwania środków z Zachodu, władze polskie zmuszone zostały do skorzystania ze specyficznej formy „pożyczania” pieniędzy od obywateli, jaką jest inflacja. W końcu (dzięki korzystnej sytuacji międzynarodowej wywołanej pieriestrojką i przewagą amerykańską w zimnej wojnie) rząd Mieczysława F. Rakowskiego zdecydował się w końcu w 1988r. na wprowadzenie reform de facto uwalniających polską gospodarkę. Wcześniejsze błędy władz, jak i demagogia opozycji, w połączeniu z uciążliwością inflacji doprowadziły jednak do stanu, w którym społeczeństwo zatraciło wiarę w możliwość zmiany gospodarczej realizowanej odgórnie (osławione „II etapy”). Kto pamięta końcówkę lat 80-tych przypomina sobie zapewne hasła przekazywane via np. Wolna Europa, w których przedstawiciele obozu solidarnościowego zarzekali się, że nie chcą władzy politycznej, byle pozostawić im przyjemność ratowania ekonomii. Że – w przeciwieństwie np. do środowiska Akcji Gospodarczej, czy Krakowskiego Towarzystwa Przemysłowego – kręgi te nawet nie kusiły się o sformułowanie docelowej koncepcji postulowanych zmian – nikt niestety nie zwracał na to uwagi.
Ostatecznie atmosfera ta doprowadziła do zawarcia kompromisu władza - część opozycji i przerzucenia na tą ostatnią odpowiedzialności za kontynuowanie transformacji gospodarczej. Skutki tej decyzji okazały się fatalne w skutkach dla ogromnych rzesz narodu. Na pytanie, czy możliwe było inne rozwiązanie przywołuje się najczęściej (i słusznie) wariant chiński. Przy zachowaniu dotychczasowej, powoli uwzględniającej elementy samorządności struktury politycznej przeprowadzono w Chinach stopniowe zmiany ekonomiczne, zachowując przy tym m.in. własność w rękach narodowych (zwłaszcza w sektorze bankowym) i dyktując swoje warunki zagranicznym partnerom, utrącając np. próby spekulacji na narodowej walucie. W Polsce postąpiono inaczej i skutki są takie, jakie są.
Góra długów
Jak w swoim czasie wyliczył „Najwyższy Czas!”, obecny dług państwa wynosi około PÓŁ BILIONA ZŁOTYCH, co przy obecnym kursie waluty amerykańskiej oznacza kwotę ponad 172 miliardów dolarów, czyli sześciokrotnie więcej niż za „osławionego” Gierka! Pamiętajmy przy tym, że większość tamtego, starego długu została nam umorzona na początku poprzedniej dekady. Mamy więc do czynienia nie z jakimiś mitycznymi „pozostałościami po PRL”, tylko z zobowiązaniami zupełnie nowymi. Warto prześledzić ich wzrost pod rządami kolejnych ekip III RP. I tak w 1995 r. zadłużenie Polski wynosiło 167.266,70 mld zł., w 2000 r. wzrosło do 266.837,80 mld zł., a w 2005 r. doszło do 440.167,00 mld zł. Należy też odnotować, że początkowo stosunkowo korzystny stosunek sumy zadłużenia do Produktu Krajowego Brutto również zaczął się od 2005r. stopniowo pogarszać, proces ten nabrał tempa w roku 2008 i postępuje dalej.
W efekcie znaczącą pozycją budżetową jest sama obsługa zadłużenia. Jak podają eksperci, kosztuje nas ona mniej więcej tyle, ile państwo przekazuje samorządom na oświatę (w 2007r. ok. 28 mld zł). Z kolei na spłatę kolejnych rat pożyczek i kredytów oraz wykup skarbowych papierów dłużnych tylko w 2007r. rząd zmuszony był wydać ponad 113 miliardów złotych, znowuż pozyskując środki poprzez emisję kolejnych obligacji.
„Cud” ekonomiczny
Fakt ogromnego zadłużenia Polski ma kolosalne znaczenie w świetle światowego kryzysu. Polskie papiery dłużne są łatwym obiektem spekulacji, w wielu aspektach zresztą obrót nimi nie jest szczególnie korzystny dla gospodarki. Jako lokata np. otwartych funduszy emerytalnych stanowią bowiem zamrożenie ich środków, które potencjalnie mogłyby służyć inwestycjom nakręcającym gospodarkę, a więc i zmniejszającym bezrobocie. Jednocześnie zaś powodują powstanie kwadratury koła – OFE mają pieniądze, które za pośrednictwem budżetu państwa biorą od obywateli, następnie inwestują je w obligacje tegoż budżetu, który będzie je musiał wykupić za podatki ściągnięte... znowu od obywateli. Ponieważ cud ekonomiczny polegający na magicznym rozmnożeniu pieniędzy nazywa się dodrukiem (czyli psuciem wartości) pieniądza, mamy do czynienia ze spiralą obiegu fikcyjnych (na razie) środków, a więc zagrożeniem podobnym do amerykańskich piramid finansowych. Ich zawalenie dało początek światowemu kryzysowi, wyczuwalnemu już i u nas. Za szczególny absurd można w tym kontekście uznać pomysły wyzbycia się przez Polskę możliwości prowadzenia samodzielnej polityki finansowej, poprzez zrzeczenie się prawa do emisji własnej waluty. Z jednej strony bowiem stosuje się pełzający mechanizm inflacyjny poprzez stymulowanie zadłużenia, z drugiej zaś niefrasobliwie oddaje się realny instrument ekonomiczny, pozwalający bronić się przed spekulacją i regulować wartość pieniądza. Inflacja jest jednym z wielu narzędzi polityki gospodarczej. Z narzędziami jest jednak jak w życiu – można łopatą rozbić głowę, a można skopać ogródek...
Mizerne efekty
Truizmem byłoby przy tym wszystkim spostrzeżenie, że - mimo sześciokrotnie większego niż za Gierka zadłużenia - efekty użycia pozyskanych środków są drastycznie mniejsze. Jeździmy wciąż po drogach z czasów PRL (autostrad bowiem ni widu ni słychu), mimo pozyskiwanych środków państwo nie zmniejsza, ale zwiększa obciążenia finansowe społeczeństwa, rosną za to koszta administracji i jej wydatki. Władza staje się coraz bardziej reprezentacyjna, ale coraz mniej efektywna. Zamiast rosnących długów eksponuje się np. pozyskiwanie środków unijnych, nie wskazując jednakże, że pochodzą one ze składek płaconych przez polskich podatników. Stosuje się przy tym chytrą sztuczką propagandową, zestawiając środki MOŻLIWE do wykorzystania z wysokością składki do wspólnego budżetu, nie porównując z nią już jednak wysokości REALNIE WYKORZYSTANYCH funduszy. Wówczas bowiem potwierdziłoby się głoszone jeszcze przed akcesem ostrzeżeniem, że w rzeczywistości jesteśmy płatnikiem brutto, a więc wydajemy własne pieniądze minus haracz na opłacenie brukselskiej (i rodzimej) biurokracji.
Spóźniona lekcja
Wreszcie należy bezwzględnie podkreślić raz jeszcze, że zadłużanie się jest rzeczą poniekąd naturalną we współczesnych realiach – czynią tak rządy (w niektórych długi przekroczyły już pełne 100 procent PKB!), czynią samorządy, czynią wreszcie gospodarstwa domowe. Ważnym jest jednak po pierwsze przeznaczenie pożyczonych funduszy – o ile bowiem przeciętny zjadacz chleba przejadając dług nakręca przynajmniej ogólną koniunkturę, o tyle czyniące tak państwo postępuje nierozważnie i niegospodarnie. Po drugie zaś, jak dowodzi przykład amerykański, nawet przeznaczenie kredytów na dobra trwałe (czyli domy, bowiem – niekoniecznie słusznie – od krachu pożyczek hipotecznych datuje się początek obecnego kryzysu) nie stanowi istotnego czynnika bezpieczeństwa. Nie bardzo bowiem wiadomo co w kontekście recesji i braku potencjalnych nabywców miałyby np. banki czynić ze stanowiącymi zabezpieczenie zobowiązań nieruchomościami?
Podobnie rzecz się ma z budżetem państwa. Może i powinien zaciągnięte kredyty i pożyczki inwestować w infrastrukturę, dochodów własnych używając na cele socjalne i dla zrównoważenia budżetu. Kiedy jednak w ramach naczyń połączonych światowa gospodarka pogrąży się w recesji, zbyt lekkomyślnie zaciągnięte długi stają się kotwicą, przy której kryzys lat 80-tych będzie się wydawać drobną niedogodnością. By sobie (i społeczeństwu) to uświadomić wystarczyło spokojnie przeanalizować sukcesy i porażki także te sprzed 30 i 20 lat, zamiast zbywać tamtą epokę lekceważącym wzruszeniem ramion. Teraz na naukę może już być za późno.
Konrad Rękas
-
Komentarz
-
Komentarze (1)
-
adminOECD i UNICEF opublikowały raport, z którego wynika, że polskie dzieci znajdują się w najgorszej sytuacji materialnej w Europie.
Pełna treść artykułu dostępna jest tutaj
Data dodania: 2010-06-04 19:39:40
PRZYPOMNIENIE HASŁA
Znajdź i oceń
Artykuły Specjalne
Prawnicy Miesiąca
-
Mariusz Kędzierski
Notariusz
Przeczytaj
-
Michał Bukowiński
Mecenas
Przeczytaj
-
Krystyna Buchlińska
Notariusz
Przeczytaj
-
Luiza Cierpioł
Radca prawny
Przeczytaj
-
Adam Pietrak
Komornik
Przeczytaj
-
Grzegorz Tyniec
Mecenas
Przeczytaj
-
Aleksander Pociej
Mecenas
Przeczytaj
-
Karolina Komarnicka-Boberska
Radca prawny
Przeczytaj
-
Leszek Ciepliński
Radca prawny
Przeczytaj
-
Artur Rozwadowski
Mecenas
Przeczytaj
-
Łukasz Kreft
Mecenas
Przeczytaj
-
Tomasz Wiśniewski
Komornik
Przeczytaj
-
Rafał Fronczek
Komornik
Przeczytaj
-
Marcin Durka
Mecenas
Przeczytaj
-
Borys Boczkowski
Radca prawny
Przeczytaj
-
Galia Ginelli
Radca prawny
Przeczytaj




na Facebooku